"Miłość jest tym, o czym marzysz, paląc trzeciego papierosa."
Mian Mian
Mian Mian
Miłość jest jak papierosy.
Człowieku, pamiętasz z jaką nadzieją czekałeś na tego pierwszego, jak bardzo próbowałeś go zdobyć ? Byłeś za młody. A widziałeś tych ludzi, palących całe życie. Zniszczonych, z zielonymi palcami i skórą trupa. Mimo tego chciałeś zapalić. Widziałeś napisy
PALENIE ZABIJA
, to było nieważne.
PALĄC TYTOŃ NARAŻASZ SIĘ NA SZYBKĄ I BOLESNĄ ŚMIERĆ
, ale kogo to obchodziło. Czekałeś. Daleko było do pełnoletności, ale miałeś go w rękach. Nie ważne jakiej marki, to było nieistotne. Nie było napisu na paczce
NIE ZACZYNAJ PALIĆ
, bo miałeś tylko jednego. Na spróbowanie. Pierwsze zaciągnięcie. Pierwszy mach. Pierwszy raz dym przedostał się do płuc. I jak było ? Zapiekło, musiałeś odkaszlnąć, nie skończyłeś palić. Wyrzuciłeś go.Co ludzie w tym widzą ? myślałeś. Przecież
PALACZE UMIERAJĄ MŁODZIEJ
, więc o co chodzi. Mija jakiś czas, widzisz tych ludzi, którzy ciągle palą i umierają. Po dwóch piwach poczęstowany raczysz się papierosem.Nie jest zły myślisz, gówno prawda. Następnego dnia budzisz się śmierdząc szlugami, wszystko jest nimi przesiąknięte. Zaczynasz palić regularnie. Uzależniasz się.
CDN…
Mian Mian
- à propos wczorajszej nocy spędzonej z O. . Po 2 tygodniach przerwy smakuje dużo lepiej. Byliśmy na KOŃCU ŚWIATA w lesie, którym straszy (a przy okazji kręcą tam “Pierwszą Miłość”, but who cares?). Nadzy leżeliśmy na rozłożonych fotelach mojego przecież nie największego auta i czułem, że jesteśmy sobie bliscy. Tylko wtedy, tylko w takie zawstydzające noce. Nigdy indziej.
Coś zarazem dowcipnego i lekkiego. Pełno tam miłych uszczypliwości, niskolotnych pochlebstw i dużo, dużo ciepła. Aż chce się udać na randkę, by potem skończyć jak oni w “Kameralnej”.(btw szkoda tylko, że takiej Marty to ze świecą szukać)
Polecam tą scenę, musi się spodobać. U mnie w książce zaczyna się na 62 stronie.
I tym sposobem zamiast iść z biegiem historii w książce, czytam po 5 razy dziennie te parę stron. Mistrz, mistrz, wielki Tyrmand.
Przez ostatnie tygodnie przegaduje nocki, było nie było - zapomniałem co to chłodny powiew wiatru na balkonie w nocy, czerwony szlug i laptop na kolanach.
Mam nadzieję, że u Was w świecie też dziewczyny chodzą w pastelowych sukienkach. Lato pięknieje dzięki tym niewiastom.
Uciekam trochę ze świata internetu. Uciekam od braku weny, jednak uczepiło się to cholerstwo i nic nie pomaga trzepanie ogonem. Jak to z rzepem bywa. Wobec tego nie piszę, żeby was nie zanudzać. Nie chce KPIOpijstwa, wytykania palcami i innych bardzo życiowych dogodności.
Wybaczcie, że epistolarne przygody utknęły w zamkniętej na trzy spusty skrzynce na listy. Kiedyś przyjdzie Chinasky i jednym kopem wypuści na TEN świat i wene jak i listy.
STAY TUNED
Tytułowa sentencja jednego z opowiadań Tyrmanda obudziła mnie dzisiaj do życia. O największy! ile ja czasu zmarnowałem na porażkach. Choć czy właśnie to nie porażki budują prawdziwych zwycięzców. Więc może warto czasami nie myśleć, by obudzić się z nożem w wodzie i nauczony doświadczeniem znowu zwyciężać ?
Inspiracje do życia, które dają mi godziny spędzone w kawiarniach z głową w książce, są nieocenione. Zły Tyrmanda to wielka rzecz, choć jeszcze cała książka przede mną. Ciekawe jak będę wspominał moje fascynacje Tyrmandem w wieku starczym.
Choć wiek to pojęcie względne jak żadne inne. Można by pisać felietony o młodych babciach i o starych koniach z liceum. O zmęczonych życiem i pierwszym dzieckiem matkach i ciągle ambitnej, za niedługo emerytowanej nauczycielce polskiego.
Ja czuję starość w kościach, stęchliznę w myślach i nadchodzącą apokalipsę minorowych nastrojów - widząc lato za oknem, zimne piwo w lodówce i za małą ilość atomowych wątków do książki z przyszłości o przeszłości.
Jak dać na imię jednemu z głównych bohaterów - jedynej pierwszoplanowej damskiej postaci ? Myślę nad Martą - coś ma to imię w sobie. Choć główny bohater ma na imię Marek, nie będzie kontrastu.
(Source: andrewbreitel, via xoxokarolinaa)
Dzisiaj spotkałem się z L.. Pamiętam to jak była moją sąsiadką - malutka, miła szara myszka. A dzisiaj ? Platyna na głowie, opalona na brązowo, tatuaż na stopie. Pochwaliła się, że tydzień temu koleżanki ją rozdziewiczyły w klubie i wciągnęła pierwsze kreski koksu w swoim życiu. Olaboga a w życiu bym nie pomyślał, że ona pójdzie w takim kierunku. Jej brat dzisiaj wyjechał na odwyk. Szkoda chłopaka, 18 lat, a będzie miał rok w plecy.
Koniec z O.. Cieszę się, to dobry moment.
Mam zamiar, zaczynając od Mazur (RESTART!) wrzucać wyższe biegi. Jest opcja na trochę przyjemności. Może pierwsze, prawdziwe wakacje od trzech lat ? NO MORE WORK, bitte! Rok temu nie wyższo z Openerem, może w tym roku ? Może Hradec Kralove ?
Zażyjmy trochę luzu.
ZDRADA ‘12
W sumie mógłbym to wrzucać co roku
‘11
‘10 i te de
(Source: pykcyk)
Straciłem ją, albo sam od niej uciekłem. W takim stanie ucieka się od wszystkiego - choć nie mogę zaprzeczyć, że jestem w normalnym stanie. W poniedziałek jest plan pojechać na badania, nie tylko ja dostrzegłem że znikam z tej planety.
Pisząc o odgłosach robaków dostrzegłem podobieństwo zachowań - zachowując odpowiednią skalę - między bohaterem tamtego dokumentu, a moją ostatnią egzystencją. Muszę się zresetować i to szybko.
Dzisiaj malowaliśmy u Marka z A. dwa pokoje. Pobudka po wczorajszym piciu nieprzyjemna. W. miał się pojawić ze mną u Marka, ale dopadła go grypa żołądkowa. Też ładnie się naładował wczoraj - idę o zakład, że gdybyśmy pili wódkę to by go przeczyściło i żadnej grypy by nie było.
Wróciłem wczoraj znietrzeźwiony i na dużym flow napisałem do O.. Okazało się, że O. jest na mnie wkurwiona (chyba bardzo) i nie było gadki. A to ja powinienem być wkurwiony - dostałem przez nią bardzo nieprzyjemną wysypkę w bardzo wrażliwym miejscu. Use condoms, seriously!
Historia mężczyzny, który postanowił się zagłodzić i zechciał to zrelacjonować w swoich notatkach. Widziałem ten film 1,5 roku temu. Rozpoczynając seans dostałem informację, że jest to dokument i historia jak i notatki są autentyczne.
Mocny wstrząs - działa na wyobraźnię i koi duszę. Obraz jest tylko tłem dla narracji, a konstelacja szarości, wilgoci i zmarzniętego lasu dodaję klimatu i nostalgii. To było świeże. Mogłem to polecić, oczywiście tylko fanom trudnych tematów i nietrzeźwej rozkminy o życiu.
Do dzisiaj. Dzisiaj się okazało, a być może i to też nie jest prawdą, lecz muszę o tym nadmienić. Miałby ten dokument się okazać obrazem noweli japońskiej autorki, miałby - lecz w takiej sytuacji straciłby całą swoją wartość, więc w mojej głowie pozostanie autentykiem, choć w dalszą dyskusję nie mam zamiaru wchodzić.
Jedynie prawda jest ciekawa. Z fantazjami nie ma co dyskutować.